sebtero - 2014-04-21 11:27:25

Witajcie :) pozwólcie że trochę was pomęcze swoją osobą i moimi przemyśleniami, ale czuję że to najlepszy sposób na moją nieśmiałość i na wzięcie się wkońcu w garść i realizację tego co czuję za właściwe :) no to od początku :) mam 24 lata i od mniej więcej 3-4 lat w mojej głowie rodzi się myśl o zakonie. Najpierw to były takie niewinne myśli typu a może by zostać księdzem, 10 lat byłem ministrantem, wychowany byłem w dużej pobożności to uważałem to za typowe w takim przypadku i że z czasem minie a zakon wydawał mi się czymś niedostępnym dla mnie czymś zupełnie z innego świata. Przez gimnazjum i liceum te myśli zupełnie minęły, nie chciałem się wyróżniać z tłumu i chowałem się ze swoją pobożnością. Z czasem też tą pobożność przygasła, trochę ze względu na otoczenie, trochę ze względu na pewnego rodzaju wygodę ale też ze względu na księży których miałem w tym czasie na parafii i którzy delikatnie to ujmując nie przyciągali swoją osobą tylko wręcz przeciwnie. Przed maturą byłem na pielgrzymce do Częstochowy, była to moja pierwsza wizyta na Jasnej Górze. Wtedy tego zupełnie nie dostrzegłem dopiero teraz to zrozumiałem, kiedy inni gdzieś się rozeszli po klasztorze i zwiedzali, ja zupełnie nieświadomie stanąłem przy tablicy powołaniowej Paulinów. Zupełnie o tym wtedy nie myślałem i gdzieś to uleciało. Kiedy skończyłem liceum i poszedłem do pracy to już zupełnie "obraziłem" się na kościół i przez jakiś rok nie chodziłem na Mszę św., choć jak teraz na to patrzę to zupełnie nie wiem dlaczego, taki o kaprys widać :). Kiedy po roku skończyłem pracę, idąc do kolegi złamałem nogę. Było to dziwne, bo się poprostu poślizgnąłem, nic mnie nie bolało a kość pękła na pół. Wtedy odruchowo powiedziałem "Boże jak mi nic nie będzie to przyjdę do Ciebie do kościoła". Doszedłem do ławkii, bo to było w parku, parę minut wcześniej padał deszcz tak więc byłem tam jedyną osobą, telefon mi się zalał, był pełen wody ale udało mi się go włączyć raz, na dwie minuty rozmowy do kolegi żeby po mnie przyszedł. Ortopeda w szpitalu nie mógł uwierzyć że przy takim pęknięciu ja zupełnie bólu nie czułem i dałem radę dojść do ławki około 100 metrów. 3 miesiące w gipsie spowodowały że musiałem sobie znaleść rozrywkę. No i tak wyszło że przypomniałem sobie że jak byłem ministrantem to "mój" ksiądz nigdy nie rozstawał się z grubą czarną książką choć nigdy nie wiedziałem co to jest. Okazało się że to brewiarz. Zacząłem go czytać na stronie internetowej, najpierw jak zwykłą książkę, potem zacząłem się żarliwie modlić nim. Zacząłem szukać gdzie można w większej grupie modlić się brewiarzem, znalazłem klasztor dominikanów i gdy już dałem radę chodzić wybrałem się tam i chodziłem codziennie Mszę św dla nieszporów które były po niej. Wtedy powróciło moje powołanie, kiedy oglądałem zakonników, jak żyją, jacy są szczęśliwi. Jestem nieśmiały, to nikomu nie mówiłem o tym co czuję, zacząłem oglądać stronę powołaniową dominikanów. W następnym roku mój ulubiony artysta wydał płytę na której moja ulubiona piosenka nazywa się "Początek drogi". Wiedziałem że nie ma do niej teledysku ale coś mnie tknęło żeby wpisać ten tytuł i znalazłem film "Początek drogi" ale nie był to teledysk tylko film powołaniowy Paulinów... Obejrzałem go i widziałem się na miejscu tych nowicjuszy którzy tam byli. Wtedy do mnie dotarły te wszystkie znaki które od najmłodszych lat mi wskazywały tą drogę. W zeszłym roku pamiętam mama w żartach zapytała się kiedy ją na ślub zaproszę, odpowiedziałem również w żartach, że wstąpie do zakonu bo znam dominikanów i mnie przyjmą, a mama na to: to wstąp do Paulinów. Zatkało mnie. Nie wiem czy w tym roku jeszcze dam radę wstąpić, czasu już niewiele. Niestem nieśmiały ale też wydaje mi się że wszyscy się nadają do zakonu tylko nie ja, i ciężko zrobić ten pierwszy krok, nawet komuś powiedzieć o moich myślach jest ciężko, jesteście pierwsi :) no może oprócz spowiednika :)

weraikon - 2014-04-21 17:00:06

Witaj, ładnie i konkretnie ująłeś najważniejsze fakty. czy byłeś na rekolekcjach powołaniowych? warto by się na nich upewnić co do Twojej drogi życiowej. potem zobaczysz co dalej...
może zakon , może III zakon? sam zobaczysz
powodzenia!

siostrzyczka - 2014-04-21 17:23:26

pięknie, że Bóg tak działa w Twoim życiu! choć myślę, że wszystko wymaga czasu, żadnych decyzji nie można podejmować pochopnie... ale oczywiście to nie znaczy, że narazie trzeba być bezczynnym :D módl się dużo, pielęgnuj Sakramenty, pojedź na jakieś rekolekcje powołaniowe... i co najważniejsze: rozkochuj się w Nim coraz bardziej! :)

sebtero - 2014-04-21 21:37:59

Napewno nic pochopnie nie zrobię :) taki już (w tym wypadku chyba na szczęście) mam charakter że nic nie zrobię póki dziesięć razy tego nie przemyśle i nie przeanalizuje. Ma też to swoje wady bo w taki sposób to do końca życia można o czymś myśleć i wkońcu skończyć na żalu że jednak się nic nie zrobiło oprócz myślenia, ale myślę że jakoś mi się uda to wszystko mądrze poprowadzić :) o rekolekcjach też już myślałem bo to dla mnie jednak jest podstawa żeby przed ostateczną decyzją rekolekcje odbyć, mam nadzieję że do trzech razy sztuka i że na następne wkońcu uda mi się dotrzeć :)

Wirydiana - 2014-04-22 17:42:33

Bardzo dojrzale piszesz (tak mi się zdaje), dobrze, że masz stałego spowiednika, warto z nim rozmawiać. Ktoś wyżej napisał o rekolekcjach powołaniowych, warto również skorzystać z tej rady. To, że jesteś nieśmiały to powiem Ci, że wcale nie musi być wadą, ja też jestem i akurat uważam to za moją zaletę (w tym świecie gdzie każdy musi być pierwszy i lepszy). Teraz trzeba pytać, szukać, słuchać i ....odpowiedź sama przyjdzie :)

naszepowolanie.pun.pl