"Furta"

Ogłoszenie


Jest to forum powołaniowe, którego celem jest wspólne dążenie do Pana Boga, szukanie Go, odkrywanie swego powołania..., a więc modlimy się za siebie :)

1.Używamy tylko jednego konta i nie tworzymy podobnych nicków ani avatarów.
2.Dbamy o język na forum. Nie używamy wulgaryzmów.
3.Szanujemy się wzajemnie. Nie obrażamy, nie oczerniamy, nie wyśmiewamy innych forumowiczów.
4.Używamy ogólnie przyjętych zasad kultury.
5.Wszelkie naruszenia regulaminu czy jakieś zaistniałe konflikty powinny być zgłoszone administracji.
6 Nie piszemy krótkich postów typu: "ok.", "acha", "super" itd.
7.Nie tworzymy nowych wątków, jeśli taki temat już istnieje, szukamy.
8.Kolor czerwony jest przeznaczony tylko dla administratorów i moderatorów forum.
9.Jeśli wklejamy coś z jakiegoś źródła, wklejamy też link lub piszemy skąd to wzięliśmy, żeby nie naruszać praw autorskich.
10. Dbamy o porządek na forum. Staramy się nie pisać posta pod postem, używamy funkcji "edytuj", wyjątkiem może być odświeżenie tematu.
11. W związku z przeprowadzanymi na forum porządkami, przynajmniej raz na rok trzeba napisać chociaż jeden post. Osoby nieaktywne będą usuwane z forum.

Rangi na forum są jedynie symboliczne, nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.

#1 2010-09-02 18:02:56

Mysza

Gość

Koniec powołania

Witam!
Na forum jestem pierwszy raz. Zwracam się do wszystkich forumowiczów z pytaniem, czy można stracić powołanie? Czy może się to tylko wydawać? Czy można sobie uroić powołanie?? Ze mną było tak... Byłam strasznym grzesznikiem, odwróconym od Boga. Moim największym marzeniem było zostać kardiochirurgiem, lekarzem-ateistą. i nagle przez jedną spowiedź wszystko się zmieniło. Moja dusza stawała się coraz bardziej gorliwa w modlitwach i mszy świętej. Miewałam nawet kilka snów, w szczególności taki jeden piękny.. i z czasem na horyzoncie zaczęła mi majaczyć posługa zakonna. Umiłowałam sobie duchowość dominikańską, która bardzo mi imponował i w której czułam się jak ryba w wodzie. Ta duchowość jest cały czas moim azylem. Z czasem zbrzydł mi cały świat, bo przecież to tylko doczesność. Chciałam się dać porwać w szaleńczy nurt Bożej Miłości. Miałam mały kryzys z którym się uporałam dzięki modlitwie i cały czas dążyłam w gorliwości do doskonałości.  i nagle z dnia na dzień wszystko przeszło. Już nic nie jest tak samo. Rozbudzały się na nowo moje zmysły, chęć posiadania, kochania i bycia kochaną, jednym słowem próżne pragnienia młodości. I mam wrażenie że wszystko popsułam. Czuję, że zmuszam się do powołania. Czuję się winna... Jakbym już do czegoś zobowiązała się Panu Bogu... Czy mogłam sobie to powołanie tylko uroić??

 

#2 2010-09-02 19:56:32

Rita

Gość

Re: Koniec powołania

Powołanie do klasztoru nie oznacza wyrzeknięcia się wszystkiego co doczesne.
Nie mam doświadczenia w życiu zakonnym. W ogóle nie mam doświadczenia życiowego. Ale wiem jedno- to wszystko, o czym piszesz- te "próżne pragnienia młodości" są czymś normalnym. Tylko trzeba nimi umiejętnie pokierować. Przecież nie ma w tym nic złego, że człowiek pragnie miłości...
A Pan Bóg nikogo nie chce na siłę uszczęśliwiać małżeństwem czy powołaniem zakonnym. On zawsze mówi: ,,Jeśli chcesz..." i pozostawia nam wybór. Jeśli wybierzemy inną drogę to Bóg wcale się na nas nie "obrazi", nie odwróci się od nas tylko zawsze będzie z nami, będzie nas wspierał i opiekował się swoimi dziećmi.
Byłam w podobnej sytuacji- wydawało mi się że już wszystko wiem, już wszystko było zaplanowane, nagle pojawił się ktoś i plany się posypały... Nie wiedziałam co dalej, całe moje dotychczasowe myślenie zostało zburzone... To wszystko,czego doświadczyłam bardzo mnie wzmocniło i nauczyło zaufania Bogu, nareszcie zaczęłam naprawdę słuchać, co On ma do powiedzenia...
Ktoś mi kiedyś powiedział, że jeśli będę zrobić coś z przymusu, nigdy nie będę szczęśliwa. I rzeczywiście, często w rożnych sytuacjach wychodziło na to, że ten ktoś miał rację...

Mogę Ci polecić rozmowę z osobą duchowną- swojego czasu bardzo mi taka rozmowa rozjaśniła pewną sytuację... I modlitwę- o to, co w Twoim życiu jest zamysłem Bożym, a co podszeptami Szatana.

Ze swojej strony obiecuję modlitwę.

(Przepraszam za ten chaos w mojej wypowiedzi... Za dużo myśli naraz... Jeśli coś jeszcze mi się nasunie to podzielę się spostrzeżeniami.)

 

#3 2010-09-02 20:38:13

Petrus

Gość

Re: Koniec powołania

Czeeeeść!

Miło Cię tutaj widzieć. Może zacznę najpierw od propagandy - BÓG CIĘ KOCHA! A teraz może pójdę dalej...

Jest taki pewien pan, któremu się coś uroiło i jest w tym utwierdzony maksymalnie. Nazywa się Richard Dawkins. Napisał książkę Bóg urojony (The God delusion), w której stara się, jak to napisał Allister McGrath w książce Bóg nie jest urojeniem (The Dawkins delusion), utwierdzić ateistów w ich światopoglądzie. A co najlepsze - nawet ateiści odsuwają się od tych poglądów Dawkinsa. Więc o co w tym chodzi? Dlaczego o tym piszę?

Już wyjaśniam - dla Dawkinsa, Bóg stał się już nie kimś, kogo nie ma, lecz przedmiotem urojenia. Urojenia, które stało się ideologią życia. Coraz bardziej obstaje przy swoich tezach, wyciąga wnioski, które są czasem nawet sprzeczne z ogólnie przyjętymi tezami. To jest właśnie urojenie - delikatne zniekształcenie percepcji i niedostrzeganie zewnętrznych bodźców, co prowadzi do zamknięcia się we własnym świecie i kręgu swoich myśli. Własnych myśli, lecz nie swojego prawdziwego JA.

Ale zaraz, zaraz - co ma Dawkins do Ciebie - nawróconego, umiłowanego dziecka Boga? A właśnie to, że Bóg jest ZAWSZE wierny w swoich decyzjach i planach. Bóg ukochał właśnie Ciebie jeszcze przed założeniem świata. Wyznaczył dla Ciebie plan, w którym jest wierny. Więc dlaczego miałby pozwalać Ci na urojenia? Dlaczego miałby pozwalać swojemu dziecku, które trwa przy nim, które go kocha z wzajemnością, na urojenia?

Tak, tak - Bóg dał każdemu człowiekowi wolną wolę. Pamiętaj, że zawsze ją masz i że Bóg zawsze będzie Ci błogosławił, niezależnie od decyzji. Jednak w swoim wielkim planie wyznaczył dla Ciebie drogę, na której przygotował Ci najwięcej łask.

Dlaczego myślisz o urojeniu? Pomyśl zamiast tego. jak wielka jest Jego miłość do Ciebie

Myszooo, kochasz Jezusa? Więc zawierz mu całkowicie swoje życie! On Cię poprowadzi dokładnie tak, jak tego chce dla Ciebie Bóg. Nic nas nie może odłączyć od miłości Chrystusowej. Dlatego nie martw się ani się nie bój - bo On jest zawsze przy Tobie!

Codziennie - kiedy wstajesz, kiedy jesz, kiedy się bawisz, kiedy gadasz ze znajomymi, kiedy się uczysz, kiedy jest Ci trudno - mów Jezu ufam Tobie! Zaufaj Panu już dziś!

Módl się do Ducha Świętego o rozeznanie powołania, poddawaj się Jego natchnieniom. Przyjmuj sakramenty z wielką ufnością. A co najważniejsze - dbaj o swoją wiarę. Bóg docenia nasze własne zaangażowanie. Najlepiej ułóż sobie własną modlitwę do Ducha Świętego, o rozeznanie powołania. Taką własną, osobistą, którą będziesz się modliła jak najczęściej.

A i pamiętaj - cały czas masz kogoś postawionego przy Tobie - Twojego anioła stróża! Nie zapominaj o nim, On cały czas jest przy Tobie. Gnęb go ile tylko możesz (oczywiście w tym pozytywnym znaczeniu ).

Czujesz się winna? A wiesz, kto tego najbardziej chce? Właśnie ten, kto zawsze zwodzi człowieka, ten który jest ojcem kłamstwa - szatan. To on nie chce najbardziej, żebyś rozpoznała swoje powołanie. Trwaj przy Bogu, sakramentach, a szczególnie przyjmuj jak najczęściej Jego ciało do swojego serca. Dzięki temu, zło nie ma do Ciebie dostępu. I trwaj przede wszystkim w prawdzie przed sobą - bo to jest Twoje życie Kiedy zawierzysz je do końca Bogu i dasz Mu mówić w swoim życiu, jak komuś najbliższemu, najdroższemu, wtedy poznasz wszystko to, co zostało dla Ciebie zaplanowane

A i jeszcze - mam nadzieję, że wpadasz czasem do Dominikanek? Rozmawiaj z nimi o swoich wątpliwościach, Bóg także w Duchu Świętym mówi w drugich osobach. Myślę, że jeśli to tam Cię ciągnie, jeśli to właśnie tam idą Twoje myśli, jeśli to zostaje w Tobie długo, dłużej niż np. myśl o małżeństwie, to wtedy właśnie jest to.

A i żebym nie zapomniał, bo to prawie najważniejsze - niech Twoim wzorem będzie także Maryja, która zawsze była służebnicą Boga. Pamiętaj o Jej słowach "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" J 2, 5.

I jeszcze coś - BÓG CIĘ NAPRAWDĘ KOOOCHA!

I pisz, zawsze jesteśmy otwarci i chętni do pomocy

AMDG et BMVH!

 

#4 2010-09-04 12:43:04

Mysza

Gość

Re: Koniec powołania

Bardzo wam dziękuję za pomoc i wsparcie Rozeznanie powołania jest bardzo trudne. Wczoraj byłam u spowiedzi i po przyjęciu komunii jakoś mi lepiej. Bywało, że przez to wszystko już bałam się chodzić do kościoła. Zrozumiałam jednak, że nie tędy droga. Trzeba ufać... Tylko, że ja się jeszcze trochę boję, ale oswajam się coraz bardziej i ufam coraz mocniej. W październiku wstępuję do duszpasterstwa młodzieżowego do ojców dominikanów w Krakowie. Ma nadzieję, że właśnie tam znajdę kapłana, z którym będę mogła rozmawiać o moich rozterkach i wątpliwościach. W końcu właśnie w tamtej bazylice nastąpiło moje nawrócenie... =)

 

#5 2010-09-06 19:49:01

Petrus

Gość

Re: Koniec powołania

Świetnie, miło to słyszeć Tak, rozeznanie powołanie jest rzeczywiście trudne, sam tego doświadczam na własnej skórze. Gdy już myślę, że to jest to, wtedy pojawia się coś pozornie ciekawszego, albo raczej ktoś, kto zaprząta w głowie (kobiety, ach te kobiety...) i właśnie wtedy jestem rzucony na głęboką wodę. Jednak nie można się bać, a wypłynąć na głębię, sprostać swojemu powołaniu, poddać się natchnieniom Ducha. I przede wszystkim, jak to napisał Sławek Palatan SJ - bez słuchania nie ma powołania

Także powodzenia, nawracaj się dalej zdrowo, nie stój w miejscu i pamiętaj - wezwania Ducha Świętego są często bardzo proste i zwyczajne. To właśnie często ich nie zauważamy (albo nie chcemy zauważyć), a to właśnie w nich Bóg działa najczęściej - wystarczy je tylko zauważyć. I pamiętaj o słowach Chrystusa: "nie bój się, wierz tylko" Łk 8, 50.

A kapłan się znajdzie, módl się o niego, a nie będziesz musiała go jakoś szczególnie szukać

 

#6 2010-09-07 11:36:18

Gaudia

Gość

Re: Koniec powołania

Kochana Myszo!
Bardzo ważnym jest (tak jak napisali moi poprzednicy), abys wszystko rozeznawala na modlitwie - najlepiej Adoracyjnej. Co do Twoich wątpliwości i nagłego braku zapału, który jak mówisz zniknął z dnia na dzień - może być dwojako. Albo Jezus faktycznie pokazuje Ci, że to Ty sama z jakichś powodów bardzo chciałaś zostać zakonnicą, a nie pochodziło to od Jezusa (co nie znaczy od razu, że pochodziło od szatana!) lub po prostu wystawia Cię na probę. Odbiera Ci pociechy, aby pokazać Ci, czy chcesz wstąpić "bo to oryginalne", "bo w zakonie jest się tak blisko Boga", czy jeszcze z jakichś innych czysto ludzkich powodów, czy dlatego, że naprawdę jest to Twoja droga życia i przyjmujesz ją bezwarunkowo ze wszystkimi zaletami i tysiącem wad, które ma każde powołanie, ale mimo wszystko jest tym jedynym i chcesz kroczyć tą ścieżką
Ufaj i kurczowo trzymaj się Jezusa! A wtedy wszystko będzie dobrze

 

#7 2010-09-07 22:19:51

Rita

Gość

Re: Koniec powołania

Petrus napisał:

. Gdy już myślę, że to jest to, wtedy pojawia się coś pozornie ciekawszego, albo raczej ktoś, kto zaprząta w głowie (kobiety, ach te kobiety...)

O nie, muszę sie wtrącić, bo nie wytrzymam
Kobiety to nie jest "samo zło" a małżeństwo powołaniem "gorszej kategorii".
I proszę nie zwalać winy na kobiety bo wy panowie też potraficie pomieszać szyki

(Wtrąciłam to zdanie jako wojująca feministka Mam nadzieję, że nie gniewasz się Petrusie i potraktujesz moje słowa z przymrużeniem oka )

 

#8 2010-09-07 22:35:19

Lusi

Gość

Re: Koniec powołania

Bądźmy szczerzy my kobiety czasem naprawdę lubimy mieszać... Ale czymże byłoby życie bez różnorodności. A wątpliwości czasem też mogą być czymś pozytywnym tylko zależy co się z nimi zrobi. Podobnie jak inne uczucia  są czymś obojętnym tylko istotą jest do czego one nas prowadzą.Czy przyczyniają się do naszego wzrostu, czy wręcz przeciwnie do upadku.  Troszkę nie w temacie ale tak mi się to skojarzyło

 

#9 2010-09-10 11:26:01

Rita

Gość

Re: Koniec powołania

Kiedyś przeczytałam, że nie jestesmy odpowiedzialni za nasze uczucia tylko za to coz nimi zrobimy... I, tak jak napisałaś, istotne jest to, do czego nas prowadzą...
Dzieki Lusi za refleksję

 

#10 2010-09-12 14:04:35

Emilia

Gość

Re: Koniec powołania

Powołanie jest od Boga, a ,,co Bóg dał to Bóg weźmie"... Jednych Bóg powołuje i odbiera to powołanie do zakonu/kapłaństwa i odbiera je dopiero przy śmierci cielesnej. A innych powołuje, ale odbiera, bo nie widzi żadnych efektów, itp. ,,Bóg dał, Bóg wziął" - takie stare powiedzenie. Też można "utratę powołania" określić: ,,wielu jest powołanych, ale nie każdy jest wybrany". Trzeba też pamiętać, że u rzeczywiście powołanych do zakonu/kapłaństwa są, tzw. kryzysy powołania. Jak człowiek, który ma "swoją drugą połówkę" to też czasem potrzebuje z nią/nim przerwy, aby "wszystko przemyśleć". W powołaniu do zakonu jest to samo... Niestety jeśli chodzi o kryzys powołania zakonnego/kapłańskiego to trzeba pamiętać, że Bóg nas nie opuści, trwać przy Nim, chociaż mamy wrażenie, że Go przy nas nie ma (on jest: jak to mi s. Magdalena (CSFN) powiedziała: ,,jak mamy kryzys powołania to myślimy, że Boga nie ma obok nas, a tak na prawdę to w tym czasie otrzymujemy NAJWIĘKSZE łaski, ale dusza w tym czasie jest ślepa"... Przy kryzysie powołania trzeba pamiętać, że od razu kręci się w koło szatan, dlatego też nie możemy pozwalać na zgorszenie i w tym czasie szczególnie modlić się, rozmawiać z Bogiem i uczestniczyć jak najczęściej w Eucharystii i z Sakramentu Pokuty i Pojednania! Pozdrawiam!

@Edit
A co do tego, że się nawróciłaś... Tego co czujesz nie tłumacz wyrzutami sumienia... Mną Bóg też pokierował tak, że nawróciłam się, a po miesiącu zaczęłam myśleć o zakonie. I trwam przy tym do teraz (rok i 9 miesięcy). Też próbowałam to tłumaczyć wyrzutami sumienia, ale po czasie zrozumiałam, że to coś więcej niż ja i moja chęć.

Ostatnio edytowany przez Emilia (2010-09-12 19:21:31)

 

#11 2010-09-12 15:56:28

Lusi

Gość

Re: Koniec powołania

Hmm Bóg jest wierny we swych postanowieniach, dlatego nie można powiedzieć, że to Bóg zabiera powołanie....
„Uznaj więc, że Pan, Bóg twój, jest Bogiem, Bogiem wiernym, zachowującym przymierze i miłość do tysiącznego pokolenia względem tych, którzy Go miłują i strzegą Jego praw” (Pwt 7,9)

Jeżeli Bóg daje powołanie, to jednocześnie daje siłę do jego realizacji. Wiadomo kryzysy są rzeczą ludzką, ważne jest by móc je przezwyciężyć przede wszystkim nie uciekając od problemów tylko stawiając im czoła.
Tak jak w życiu małżeńskim mówi się o kryzysach, które można przezwyciężyć gdy oboje małżonków o to się stara, tak samo jest w życiu zakonnym. Tyle że w tym przypadku jedna ze stron-BÓG daje nam pewność swej miłości i teraz wszystko zależy co uczyni osoba powołana. Czy będzie walczyła o miłość czy niestety pozwoli jej umrzeć. Oczywiście nie chodzi też o to że jeżeli Bóg powołuje, a my nie pójdziemy za tym głosem On nas zostawi... Bóg jest miłosierny i kocha nas bezgraniczną Miłością bez względu jakich wyborów będziemy dokonywać, ON zawsze będzie nam błogosławił. Czasem jednak warto się dobrze zastanowić czy jeżeli czujemy że powołanie się kończy to czy ono naprawdę było....?

 

#12 2010-09-14 08:42:32

Petrus

Gość

Re: Koniec powołania

Nigdy nie powiedziałem, że małżeństwo jest powołaniem gorszej kategorii, czy coś. Małżeństwo jest piękne samo w sobie i sam im bardziej poznaję doskonałe małżeństwo, tym bardziej widzę wielkość tego daru, jakim jest kobieta dla mężczyzny, oraz ich związek w jednym ciele Chrystusa. To jest naprawdę wspaniała sprawa i no często tak jak mówię - nie jest łatwo odkryć powołanie do samotności, kiedy często chciałoby się mieć piękną żonę, oraz śliczne dzieciaki. Jednak dopiero odkrycie własnego powołania, daje prawdziwe szczęście, pomimo "utraconych" innych dróg życia. To tak w kwestii małżeństwa :-)

Emilia skąd twierdzenie, że powołanie jest zmienne i ulotne, a co najlepsze - że zabiera je Bóg? Tak jak napisała Lusi - Bóg jest ZAWSZE wierny w swoich planach. To, co zamierzył dla Ciebie Bóg, to co jest dla Ciebie największym szczęściem w życiu, jest stałe. Jedynie każdy człowiek ma swoją wolną wolę i to dlatego właśnie może zbaczać ze swojej drogi. Ale właśnie dlatego Bóg dał człowiekowi wolną wolę, żeby nie był zwykłą marionetką, lecz sam chciał odkrywać Bożą miłość na swoich drogach.A co najważniejsze - Bóg nigdy nie pozwoli zbłądzić, jeśli będzie się trwało przy nim - najważniejsze jest głęboka relacja ja-Jezus. Poza tym Duch Święty nam towarzyszy w każdych wyborach.

Lusi napisałaś, że "Czasem jednak warto się dobrze zastanowić czy jeżeli czujemy że powołanie się kończy to czy ono naprawdę było....?". Ja bym jednak napisał, że czasem warto się zastanowić, czy jeśli rzeczywiście mamy powołanie, to czy może ono się skończyć?

AMDG

 

#13 2010-09-14 20:47:22

Rita

Gość

Re: Koniec powołania

I warto pamiętać o tym, że powołanie może być dane "na jakiś czas". Znam kilka osób, które podjęły drogę kapłańską czy zakonną, ale w trakcie formacji zrezygnowały. I żadna z tych osób nie ma w sobie żalu do Pana Boga, że po ludzku zmarnowali te kilka lat swojego życia podczas gdy ich rówieśnicy skończyli studia czy pozakładali rodziny. Wręcz przeciwnie- są wdzięczni Bogu za to doświadczenie i i nie żałują ani jednej chwili z "tamtego" życia. Owszem, każdy potrzebował trochę czasu żeby poukładać sobie wszystko, powrócić do typowo świeckiego życia. Pamiętajmy o takich osobach w modlitwie by potrafiły się odnaleźć.

 

#14 2010-09-14 20:58:58

 Ania

...

Zarejestrowany: 2010-08-16
Posty: 283
Punktów :   

Re: Koniec powołania

tak się teraz zastanawiam, czy my tak naprawdę możemy jakoś opisać powołanie? każde jest przecież indywidualne i myślę, że nikt nie wie nic o jego czasie, 'dacie ważności', czy Bóg je odbiera... to wie tylko On. i to jest właśnie piękne. taka wielka tajemnica samego Boga, który mówi do nas po imieniu.... 'Chodź...' trzeba przede wszystkim ufać, a resztę zostawić Panu. takie jest moje skromne zdanie na ten temat


"Wierzyć - to znaczy nawet się nie pytać,
jak długo jeszcze mamy iść po ciemku."

ks. Jan Twardowski

Offline

 

#15 2010-09-15 12:36:51

Petrus

Gość

Re: Koniec powołania

Oj, oj, spokojnie, bo się za bardzo zagalopujemy. Musimy rozróżniać pewne pojęcia.
- Jedną rzeczą jest powołanie, które jest stałe i dane od Boga. To pojęcie dotyczy tylko i wyłącznie tego, co jest naszą najlepszą przyszłością, daną przez Boga.
- Drugim pojęciem są drogi poznania. Dotyczy ono różnych zakrętów w życiu, złego rozeznawania, różnych decyzji, w których to człowiek podejmuje je z własnej woli, niekoniecznie próbując rozeznać, co jest w tym wolą Bożą.
Dlatego Rita - powołanie nie jest dane na 'jakiś czas'. To po prostu wybór człowieka, który jest dopuszczony przez Boga, bo to jest dobre w danym czasie dla tego człowieka, jak to nazwałaś - jest to swego rodzaju doświadczenie.
Aniu - powołanie oczywiście już dawno zostało zdefiniowane, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. To, że dla każdego człowieka Bóg ma osobny plan - to już inna sprawa. A data ważności prawdziwie rozeznanego powołania kończy się wraz ze śmiercią człowieka dla tego świata (to tak jednocześnie w kontekście tego tematu).

 

#16 2010-09-20 18:16:04

Mysza

Gość

Re: Koniec powołania

cóż... widzę, że nawiązała się ciekawa dyskusja. ;] Musze się z wami podzielić moją ogromną radością. Od dwóch tygodni chodzę do Przystani do Ojców Dominikanów. Jest wspaniale! Mamy spotkania, scholę, wykłady, wieczorki przy świecach. Jestem tak blisko Jezusowego misterium podczas mszy ^^ to wspaniałe, kiedy klęczy się przy stole Eucharystycznym ^^ czuję, że jestem w domu. I pomimo tej wielkiej bliskości Boga wątpię... Ciągle... Przede mną jeszcze długa droga rozeznawania, ale chyba jestem beznadziejnym rozczarowaniem dla Pana Boga ;] tchórzliwym i słabym ^^ mimo to jednak nie poddaję się i trwam, ufam, że będzie dobrze. Wasze posty bardzo mi pomagają dlatego dziękuję za nie wszystkie ;* mam kolejne pytanie... czy jeśli obiecuje się wstąpienie do zakonu, to jest tak jak ślubowanie?? czy to trzeba wykonać, dotrzymać obietnicy, nawet jeśli się tego nie czuje???
P.S. A teraz ja mam huśtawkę nastrojów. Chcę tego zakonu, habitu, welonu, ale tak koszmarnie się tego boję. Chcę, ale boję się, że nie dam rady...

Ostatnio edytowany przez Mysza (2010-09-20 18:18:03)

 

#17 2010-09-20 21:48:50

Lusi

Gość

Re: Koniec powołania

Znam to uczucie huśtawki, już jakieś 4 lata z tym żyję można się przyzwyczaić. Co do "obiecywania" hmm wydaje mi się, że nie ma to rangi ślubowania. Poza tym Bóg nie wymaga od nas aby robić coś wbrew temu co się "czuje". Może słowo "czuje" nie jest tu najbardziej adekwatne, bo uczucia są czymś ulotnym i podlegają właśnie tej huśtawce.

 

#18 2010-10-12 14:33:20

Mysza

Gość

Re: Koniec powołania

no właśnie... chyba nie należy obiecywać czegoś, czego nie jesteśmy wstanie spełnić, bo nie czujemy się na siłach a jak to jest w sprawach damsko męskich? jeśli rozważa się powołanie to można "wdawać" się w sprawy uczuciowe? bo mam taką sytuację i czuje się nieco winna...

 

#19 2010-10-13 20:33:11

nisia

Gość

Re: Koniec powołania

Przede wszystkim - spokój i cierpliwość
Rozeznawanie powołania może trwać latami. Nie należy w tym czasie izolować się od ludzi, czy jakiś konkretnych miejsc. Dobrym 'sprawdzeniem' (choć nie zawsze to pomaga, bo każdy jest indywiduum) jest pobycie jakiś czas u sióstr, przyjmują na taki czas. Dobrze jest mieć zaprzyjaźnione małżeństwo i patrzeć jak oni żyją. Oj... droga długa, modlitwy wiele trzeba. Warto też przejrzeć :
http://mateusz.pl/pow/020509.htm No i pogadać z kimś, np. kapłanem, czy siostrą zakonną.
Życzę Ci powodzenia, z modlitwą+

 

#20 2010-10-19 14:19:34

Mysza

Gość

Re: Koniec powołania

dziękuję za odpowiedź tak to dłuuuga, trudna droga, a ja jestem dopiero na jej początku...=)

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
szamba https://www.akademiaversum.pl przeniesiony tutaj użyj tego linku faktoring progresywny