"Furta"

Ogłoszenie


Jest to forum powołaniowe, którego celem jest wspólne dążenie do Pana Boga, szukanie Go, odkrywanie swego powołania..., a więc modlimy się za siebie :)

1.Używamy tylko jednego konta i nie tworzymy podobnych nicków ani avatarów.
2.Dbamy o język na forum. Nie używamy wulgaryzmów.
3.Szanujemy się wzajemnie. Nie obrażamy, nie oczerniamy, nie wyśmiewamy innych forumowiczów.
4.Używamy ogólnie przyjętych zasad kultury.
5.Wszelkie naruszenia regulaminu czy jakieś zaistniałe konflikty powinny być zgłoszone administracji.
6 Nie piszemy krótkich postów typu: "ok.", "acha", "super" itd.
7.Nie tworzymy nowych wątków, jeśli taki temat już istnieje, szukamy.
8.Kolor czerwony jest przeznaczony tylko dla administratorów i moderatorów forum.
9.Jeśli wklejamy coś z jakiegoś źródła, wklejamy też link lub piszemy skąd to wzięliśmy, żeby nie naruszać praw autorskich.
10. Dbamy o porządek na forum. Staramy się nie pisać posta pod postem, używamy funkcji "edytuj", wyjątkiem może być odświeżenie tematu.
11. W związku z przeprowadzanymi na forum porządkami, przynajmniej raz na rok trzeba napisać chociaż jeden post. Osoby nieaktywne będą usuwane z forum.

Rangi na forum są jedynie symboliczne, nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.

#21 2011-01-22 18:40:31

 Marzenak

wierna Panu- moderator

Skąd: Dolny Slask,Ateny
Zarejestrowany: 2009-11-09
Posty: 1063
Punktów :   17 

Re: Powołanie a rodzice...

Olucha odwagi Pan jest z Toba


BOGU MEMU UFAM ON PROWADZI MNIE

Naśladuj Chrystusa-kochaj i służ

Offline

 

#22 2011-01-22 20:25:59

 siostrzyczka

Użytkownik

9926180
Skąd: Lubin/Wrocław
Zarejestrowany: 2008-10-04
Posty: 883
Punktów :   18 

Re: Powołanie a rodzice...

służebnico, nie przejmuj się, On tak tym poprowadzi, że zdziwisz się jakie ma sposoby żeby rozwiązać ten problem... "nie martwcie się przedtem co macie mówić; ale mówcie to, co wam w owej chwili będzie dane. Bo nie wy będziecie mówić ale Duch Święty." (Mk13,11) Zaufaj, a On zrobi co trzeba, a ty będziesz szczęśliwa że masz tą rozmowę już za sobą


"Jakże jest ważne zdać sobie sprawę,
że miłość, aby była prawdziwa, musi boleć..."
                                               Matka Teresa z Kalkuty

Offline

 

#23 2011-01-22 22:41:43

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1373
Punktów :   10 
WWW

Re: Powołanie a rodzice...

Służebnico, najgorsze jest przełamanie tych pierwszych lodów. Jak zaczniesz to myślę, że już samo poleci Ale musisz zrobić ten pierwszy, najważniejszy krok Powodzenia życzę i będę pamiętać!


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

#24 2011-01-24 11:23:15

dzidziuś

Gość

Re: Powołanie a rodzice...

będę pamiętać w modlitwie!

 

#25 2011-01-26 19:20:51

Służebnica Pana

Moderator!

7841638
Zarejestrowany: 2008-12-22
Posty: 3504
Punktów :   28 

Re: Powołanie a rodzice...

Dziękuję Wam wszystkim za to wsparcie!
Myślę, że na ten krok odważę się dopiero po maturze.


"Uczyń Jezu ze mnie narzędzie do zbawiania ludzi, gdyż Ty najlepiej wiesz jak bardzo tego potrzebują czasy dzisiejsze."   
                         Sł. Boży ks. Józef Małysiak SDS


Niech moje ręce uczynią to czego Ty chcesz dokonać

Offline

 

#26 2011-01-26 23:08:49

 siostrzyczka

Użytkownik

9926180
Skąd: Lubin/Wrocław
Zarejestrowany: 2008-10-04
Posty: 883
Punktów :   18 

Re: Powołanie a rodzice...

moi rodzice co prawda od dawna wiedzą o moim powołaniu, ale nigdy się na nie nie zgadzali i dlatego wiedziałam że niedługo będę musiała uświadomić im że podjęłam ostateczną decyzję i miałam zamiar zrobić to właśnie po maturze tak jak ty służebnico... jednak wiedziałam że będzie mi ciężko się za to zabrać dlatego planowałam wysłać im list z takim pięknym opowiadaniem o powołaniu i w ten sposób sprowokować rozmowę o powołaniu... co prawda mimo że do matury jeszcze kilka miesięcy, u mnie wszystko potoczyło się jakoś samo (i o dziwo po 5 latach moi rodzice wreszcie moją decyzję zaakceptowali), więc nie wykorzystam tego sposobu, ale może tobie w jakiś sposób to opowiadanie pomoże...


NA SKRZYDŁACH POWOŁANIA
     Kiedy jeszcze nie było ziemi, wszystkie ptaki żyły w Krainie Miłości. Powiedzmy od razu dokładniej: wszystkie ptaki były w Krainie Miłości, bo o prawdziwym życiu, do którego istoty należy świadomość, nie miały najmniejszego pojęcia.
     Pewnego dnia Król owej Krainy postanowił wzbudzić w ptakach życie. Długo patrzył na każdego, cieszył sie rozmaitością kształtów i barw, wreszcie czule dotykał ich skrzydeł. Na skutek tego dotknięcia skrzydła się rozpościerały i w ptakach budziło się życie. Poczucie nieograniczonego szczęścia wypełniało ich dusze. W Krainie Miłości było po prostu cudownie, każdy czuł się jak w domu, jak w najlepszej rodzinie. Król troszczył się nie tylko o odpowiedni pokarm, ale i o to, by każdy miał uczucie bycia u siebie, tak potrzebne dla zdrowego wzrostu i dla podjęcia ciężaru życia.
     Pod bacznym okiem Króla ptaki próbowały pierwszych lotów. Umiejętne korzystanie ze skrzydeł nie jest takie proste, jak się wydaje. Ptaki uczyły się odpowiedniego do chwilowego wiatru ustawienia swego ciała, aby ten nie był ich przeciwnikiem, lecz sprzymierzeńcem. Ćwiczyły lądowanie, aby osiągnięcie zamierzonego celu nie było szczęśliwym przypadkiem, ale czymś oczywistym. Postępy w sztuce latania dawały im poczucie radości, bo przecież zostały stworzone i żyły po to, aby latać.
     W dniu, w którym wszystkie ptaki doskonale opanowały sztukę latania, Król zwołał wielkie zgromadzenie:
- Długo żyłyście w mojej Krainie. Nauczyłem was sztuki latnia i troszczenia się o pokarm. Teraz jesteście wolne! Możecie lecieć, dokąd tylko chcecie! Wasza podróż będzie piękną, ale i niebezpieczną przygodą.
- Tutaj jest nasze szczęście! Tutaj jest nasza Ojczyzna! Dlaczego musimy stąd odlecieć? – dały się słyszeć głosy z wielkiego zgromadzenia ptaków.
- Do tej pory byłyście w Krainie Miłości! Obdarzyłem was wolnością po to, aby każdy z własnej woli mógł do niej wrócić, bo tutaj jest wasza prawdziwa ojczyzna, wasz prawdziwy dom. W wasze serca włożyłem tęsknotę, aby nie ustało w was pragnienie za tą Krainą, by nikt nie zapomniał, gdzie naprawdę był u siebie. Opiewajcie waszymi pięknymi głosami to miejsce! Szczęśliwego lotu!
     Król na pożegnanie dotykał jeszcze raz skrzydła każdego ptaka i każdemu coś jeszcze szeptał na drogę. Wreszcie zostało przy nim niewielkie stado.
- Dla was mam szczególne zadanie! – głos Króla brzmiał tajemniczo. – Liczę na was, na waszą pomoc. Ci, którzy przed wami poderwali się do lotu, będą przeżywać w Krainie Wolności ciężkie chwile, bo nic nie jest tak trudne, jak życie w wolności. Nie są jeszcze tego świadomi. Nie mają żadnego doświadczenia wolności, dlatego ostrzeżenia czy wyjaśnienia nie mają dla nich dzisiaj żadnego znaczenia. Same muszą poznać cenę i smak wolności. Do tej pory znały tylko poczucie bezpieczeństwa płynące z mojej obecności. Od dzisiaj będą zdane na własne siły, po raz pierwszy poczują, czym jest samotność. Poznają kolorowe kwiaty i zielone drzewa. To ja dla nich je stworzyłem. Zimną źródlaną wodą będą gasić pragnienie, na szczytach drzew wyśpiewywać najpiękniejsze malodie. Poznają również chłody zimy, na ich upierzenie będą padać płatki śniegu, ciemne deszczowe chmury zakryją ich oczom światło słońca. Będą budować gniazda z błota, słomy i gałązek, aby mieć odrobinę ciepła, aby przeżyć. Nie nigdy ich nie zapomnę! Nie pozostawię ich samych sobie! Nie będzie ani jednej chwili, w której nie troszczyłbym się o nie. Ale wiele z nich zapomni o mnie i moje słowa wypowiedziane na pożegnanie.
     Dlatego musicie do nich lecieć! Lećcie do tych, którzy drżą z zimna i nie wiedzą, po co mają skrzydła, ani jak z nich korzystać! Lećcie do tych, którzy pewni siebie, siedząc w usłanych gniazdach zaponinają o swoim powołaniu. Lećcie wreszcie do tych, których opuszczają siły w locie, którym grozi upadek w przepaść! Pocieszajcie ich moimi słowami, wzmacniajcie ich dusze i ciała!
- O czym mamy im opowiadać, o Królu? – zapytały jednocześnie pozostałe ptaki.
- Mówci do każdego: Król cię kocha! Patrzcie na niego tak długo, aż uwierzy i pełen odwagi i nadziei znów poderwie sie do lotu. Przed wami wielkie odpowiedzialne zadanie. Od was zależy los tych, których kocham. Nazywam was orłami, daję wam silne skrzydła, one zaniosą was bezpiecznie a po linie horyzontu. W waszych oczach będzie światło jaśniejsze od światła słońca. Nie będziecie budować gniazd na drzewie. Znajdziecie schronienie dla siebie w załamaniach niebotycznych skał. ma to głębokie znaczenie: musicie wszystkim przypominać, że są w drodze. Musicie w nich budzić tęsknotę za ojczyzną, z której wyszli i do której mają powrócić!
     Słowa Króla do głębi poruszyły serca i umysły orłów. Uczucie zachwytu i dumy z powołania mieszało się z uczuciem strachu i odpowiedzialności przed postawionym zadaniem.
- Królu, zadanie postawione przed nami jest wielkim wyróżnieniem. Każdy z nas będzie się starał sumiennie je wypełnić. Ale czy nie jesteśmy zbyt słabe? Wprawdzie dałeś nam potężne skrzydła i włożyłeś w nasze oczy Twoje światło, ale w naszych piersiach bije takie samo serce jak w piersiach tych ptaków, do których nas posyłasz, którym mamy pomagać. Każdy z nas odczuwa już teraz strach przed samotnością, każdy z nas pragnie ciepła i poczucia bezpieczeństwa – przemawiał jeden z orłów.
- Tak właśnie jest! Wasze serce niczym się nie różni od serca pozostałych ptaków. i to ma również swoje głębokie znaczenie. Gdybym wam dał inne sercem nie wypełniłybyście postawionego przed wami zadania. Opowiadałybyście pozostałym ptakom o wspaniałych rzeczach, ale one nie rozumiałyby waszej mowy. Dlatego i wy musicie zaznać uczucia strachu, musicie poznać, czym jest tęsknota i zwątpienie, wina i przebaczenie. Ten, kto nie współcierpi, nigdy nie zrozumie cierpienia drugiego. Dlatego wy, moje orły, będziecie więcej i bardziej cierpiały niż pozostałe ptaki, ponieważ będziecie bardziej świadome waszych słabości, bo w was będzie mieszkać większe niż w pozostałych pragnienie doskonałości.
     Możecie być słabe! Jest nawet konieczne, byście były świadome waszych słabości, gdyż tylko wtedy będziecie pokorne i będziecie darzyły mnie, a nie siebie, zaufaniem. Wierzcie we mnie, a wtedy nic złego wam się nie stanie!
     Po skończonym przemówieniu Król podchodził do każdego orła, patrzył mu przez chwilę w oczy i mówił:
- Na zawsze jesteś mój! – i lekkim dotknięciem wysyłał go w świat. Może zbliża się i twój czas, aby „opuścić swoje gniazdo” i wylecieć naprzeciw tajemniczej przyszłości – rozpocząć wielką „przygodę swojego powołania”. Jeśli twoi rodzice są tacy sami, jak wszyscy, na pewno są jednocześnie podekscytowani, smutni i przerażeni perspektywą wyjścia dziecka spod ich opiekuńczych skrzydeł.
     Takie uczucia rodziców doskonale znane są ornitologom badającym życie i obyczaje choćby jastrzębi wędrujących. W dzisiejszych czasach jastrzębie te budują swoje gniazda tak samo często na skałach, jak i na mostach i drapaczach chmur. Kiedy młody jastrząb uczy się sztuki latania w rejonach miejskich, ma mniej miejsca do ćwiczenia i czasami jego pierwszy lot staje się ostatnim. Przewody elektryczne, okna, ulice, chodniki nie są najlepszym miejscem do lądowania. Dla ornitologa każdy martwy młody jastrząb jest niepowetowaną stratą. Trzeba jednak uświadomić sobie, że młode jastrzębie i tak zginą, jeżeli nie nauczą się latać. W ostatecznym rozrachunku byłoby to równoznaczne z wyginięciem całego gatunku jastrzębi wędrujących. Ryzyko zawiera w sobie ewentualność porażki. Lecz gdyby nie podejmowały ryzyka – ptaki te skazane by były na pewną śmierć.
     My, ludzie, często poświęcamy wiele czasu na to, aby przygotować się do przyszłości. Lecz w końcu i tak przychodzi taki dzień, kiedy musimy zmierzyć sie z możliwością porażki.
     Myśl o tym, że może pomyliliśmy kierunek, że może nam się nie udać, nie powinna nas powstrzymywać od prób rozpościerania skrzydeł. Nawet jeśli zbłądzimy, to pamiętajmy, że jest Ktoś, kto postawi nas na nogi i wskaże drogę.
     Twoje powołanie, jak każda przygoda, stawia cię w obliczu nieznanego życia i tajemniczej przyszłości. Już sam fakt zjawienia się powołania w formie niepokojącej myśli - że już czas „wyruszyć”, niecierpliwej tęsknoty i upartego pociągu ku nieznanej osobiście drodze jest przedsmakiem - wielkiej przygody...


"Jakże jest ważne zdać sobie sprawę,
że miłość, aby była prawdziwa, musi boleć..."
                                               Matka Teresa z Kalkuty

Offline

 

#27 2011-01-27 15:28:31

dzidziuś

Gość

Re: Powołanie a rodzice...

siotrzyczko, ale piękne mam nadzieję, że Twoi rodzice zrozumieją Twoją decyzję. ja też kiedyś byłam przeciwna, a dziś uważam, że to jedna z lepszych rzeczy, która mnie spotkała

 

#28 2011-01-27 23:24:28

Służebnica Pana

Moderator!

7841638
Zarejestrowany: 2008-12-22
Posty: 3504
Punktów :   28 

Re: Powołanie a rodzice...

Piękne opowiadanie
może skorzystam z niego
dzięki!


"Uczyń Jezu ze mnie narzędzie do zbawiania ludzi, gdyż Ty najlepiej wiesz jak bardzo tego potrzebują czasy dzisiejsze."   
                         Sł. Boży ks. Józef Małysiak SDS


Niech moje ręce uczynią to czego Ty chcesz dokonać

Offline

 

#29 2011-02-08 18:32:18

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1373
Punktów :   10 
WWW

Re: Powołanie a rodzice...

bEZ sLOGANU
Może ten odcinek komuś się przyda


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

#30 2011-02-15 16:48:36

aga_myszka

Gość

Re: Powołanie a rodzice...

Mi mama postawiła warunek, że mam najpierw skończyć studia, a co zrobię później, jej już nie obchodzi. Kiedy chciałam wstąpić bezpośrednio po maturze, niewiele brakowało, żeby mnie wyrzuciła z domu, próbowała mi zabronić chodzenia na mszę świętą... Moja mama nie jest osobą wierzącą i tak naprawdę jest mi z tym bardzo trudno. Jak mam mówić o tym, co przeżywam komuś, kto nie sam nie wierzy? Na domiar złego jestem jedynaczką, a mój tata nie żyje, więc jeśli rzeczywiście pójdę do zakonu, moja mama zostanie zupełnie sama...
Na razie studiuję, tak jak chciała mama. Myśl o powołaniu jednak mnie nie opuszcza. Boję się, co będzie dalej...

 

#31 2011-02-15 19:10:44

 Ania

...

Zarejestrowany: 2010-08-16
Posty: 283
Punktów :   

Re: Powołanie a rodzice...

Agnieszko, Kochana, jeśli Cię powołał to i wykombinuje jak Cię zaciągnąć do zakonu:)
Reakcja mamy jest w pewien sposób zrozumiała, zwłaszcza, że jesteś jedynaczką, a Twój tata nie żyje.... Każdy boi się samotności, to zrozumiałe, ale każdy boi się też o swoje dzieci. Twoja mama na pewno bardzo Cię kocha, a co za tym idzie troszczy się o Ciebie. Chce dla Ciebie jak najlepiej, a skoro jest osobą niewierzącą to raczej nie wie wiele o życiu zakonnym, poza stereotypami.... A co nieznane, budzi w nas lęk.... O stereotypach nie wspominam, gdyby mój obraz zakonu opierał się na stereotypach, też nie chciałabym, by moje dziecko wiodło takie życie....
Musisz przetrwać ten czas. Módl się za swoją mamę i chodź w jej intencji na Msze Święte.
Naprawdę wszystko się rozwiąże. Idź z tym do Jezusa. Często szukamy odpowiedzi i pomocy wszędzie, zapominając o Nim, a przecież kto jak nie On pomoże najlepiej

Trzymaj się i trwaj w Panu! ;*


"Wierzyć - to znaczy nawet się nie pytać,
jak długo jeszcze mamy iść po ciemku."

ks. Jan Twardowski

Offline

 

#32 2011-03-11 16:17:20

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1373
Punktów :   10 
WWW

Re: Powołanie a rodzice...

Kolejny mądry tekst, tym razem obecnego wśród nas o.Michała

...może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem (Dz 5,39)


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

#33 2011-03-12 08:35:36

lenka16

Gość

Re: Powołanie a rodzice...

Za niedługo skończę 17 lat, o życiu zakonnym zaczęłam rozmyślać w wieku 14 lat i zastanawiam się kiedy nadejdzie najlepszy czas żeby powiadomić mamę. Ciągle odkładam to na później myśląc sobie, że przecież to jeszcze nic takiego, że to takie niewinne marzenia. Tylko dlaczego serce tak strasznie wyrywa się do Jezusa? Czemu czuję jakieś wielkie zniecierpliwienie w sobie? Kilka miesięcy temu krzyczałam : "Nie, nie, proszę zostaw mnie w spokoju" a teraz nie potrafię, bo czuję jakby mój duch unosił się kilkanaście cm nad ziemią.. Dziwne to wszystko

 

#34 2011-03-12 12:04:06

Lusi

Gość

Re: Powołanie a rodzice...

To wcale nie dziwne- to cudowne... To taki wasz czas narzeczeństwa z Jezusem. Warto dobrze to przeżyć. Serce się wyrywa bo chce przylgnąć do MIŁOŚCI. Pan Bóg ma swoje plany i ścieżki i sam pokieruje wszystkim powiesz mamie w najlepszym momencie to samo przyjdzie tylko trzeba ufać i słuchać podszeptów Ducha. Odwagi )

 

#35 2011-03-12 13:31:03

lenka16

Gość

Re: Powołanie a rodzice...

Lusi, dziękuję
Narzeczeństwo ... pięknie to ujęłaś , aż mi się ciepło na sercu zrobiło.
Co do tego kiedy mam powiedzieć mamie ... Narzeczony się tym zajmie

 

#36 2011-03-12 14:58:14

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1373
Punktów :   10 
WWW

Re: Powołanie a rodzice...

Albo Narzeczony sam powie poprzez pewne sytuacje


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

#37 2011-05-15 22:25:14

A-psik

Gość

Re: Powołanie a rodzice...

Moja pierwsza rozmowa z mamą (a raczej badanie gruntu) wyglądała mniej więcej tak:
- Co byś powiedziała, gdyby Twoje dziecko postanowiło wstąpić do zakonu?
- Jesteś dorosła, więc to twój wybór (wzięłam to - nieopatrznie - za dobrą monetę).

Niedługo musiałam czekać na rewizje tych słów... Akurat czytałam książkę o wdzięcznym tytule "Formacja integralna do życia w zakonie" i pokazałam go mej rodzicielce. No cóż... okazało się, że nie jest to jednak mój wybór Na razie o tym nie rozmawiamy i kuszą mnie słowa mojej kumpeli, która powiadomiła swoich rodziców w dniu wyjazdu. Tymczasem moja matula mówi na rodzinnych spotkaniach, iż czeka na weselną zabawę (w sumie, tak czy siak, jej się doczeka Może tylko nie takiego Zięcia będzie się spodziewała ).

 

#38 2011-05-16 09:07:06

 siostrzyczka

Użytkownik

9926180
Skąd: Lubin/Wrocław
Zarejestrowany: 2008-10-04
Posty: 883
Punktów :   18 

Re: Powołanie a rodzice...

co do powiedzenia w dniu wyjazdu... to trzeba to dobrze wyczuc... bo słyszalam np. o dziewczynie która wiedziala że rodzice nie pochwalają jej decyzji więc w dniu czyjegośtam wesela na którym była cała rodzina, w czasie kiedy wszyscy nie bawili po prostu wyszła, poszła do domu, spakowała się, zostawiła list i pojechała do Zgromadzenia... skończyło się to tak, że jej ojciec przyjechał do tego domu zakonnego z policją... więc jak widac może się to skończyc nieciekawie... ale to wszystko zależy od rodzicow... trzeba rozeznawac...


"Jakże jest ważne zdać sobie sprawę,
że miłość, aby była prawdziwa, musi boleć..."
                                               Matka Teresa z Kalkuty

Offline

 

#39 2011-05-16 09:43:34

anija87

Gość

Re: Powołanie a rodzice...

Dokładnie trzeba rozeznać kiedy powiedzieć rodzicom. Wiele słyszałam o tym, że dziewczyny pod nieobecność rodziców uciekają i wstępują. Ale ja jak bym coś takiego zrobiła- raczej bym już mojej rodziny na oczy nie zobaczyła...
Na szczęście moi rodzice już wiedzą. Powiedziałam im dokładnie 26 stycznia tego roku. Z mamą na początku było bardzo ciężko, bardzo płakała, ale teraz ostatnio z nią rozmawiałam i już było o wiele lepiej. No nie skakała z radości, nie cieszyła się jakoś super, ale chyba się przyzwyczaiła. Natomiast z tatą jest o wiele gorzej. Zrobił mi wielką awanturę, a teraz o tym w ogóle nie rozmawiamy- on chyba myśli, że mi przejdzie, że zapomnę.

 

#40 2011-05-16 09:58:13

A-psik

Gość

Re: Powołanie a rodzice...

Tyle, że ja nic o ucieczce nie pisałam i do niej nie zachęcałam (ani nie zachęcam). Moja kumpela również nie wyniosła się z domu "po angielsku". Na takie świństwo jednak mnie nie stać i chyba już za stara jestem na giganty (nawet jeśli za cel obiorę klasztorne mury).

To dla mnie (tylko) jedna z opcji załatwienia drażliwego tematu...Zresztą myślę sobie, że reakcja mej mamy spowodowana była świadomością, że jeśli taką decyzję podejmę, to ją zrealizuję i będzie musiała się z nią pogodzić (jak z kierunkiem moich studiów ).

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
Podobne strony oryginalna strona