Gość
Wiesz co...jak OTK to powinnaś temu poświęcić całe ferie...wiem co mówię bo 2 etap to nie przelewki. Sama brałam udział w tamtym roku i całe ferie musiałam poświęcić, aby dostać się do finału.... no i udało się. Ale potem finał też jest ciężki. Więc musisz patrzeć praktycznie i w przyszłość czy potem będziesz miała czas.
Jak boisz się nauczycielki, a zdecydujesz,że wolisz ferie to jedź na nie a do OTK podejdź z luzem
Gość
Trochę się rozpisze więc proszę, nie zrażajcie się długością mojego postu:)
Minęło trochę czasu od ostatniej wypowiedzi a że spodobały mi się Wasze posty więc myślę że i mój tu podpasuje:) Jestem w pierwszej klasie liceum. Od paru miesięcy żyję z myślą wstąpienia do zakonu. Nie dzieliłam się nikim tym moim małym sekretem. Nie rozmawiałam o tym z rodzicami, czy z rodzeństwem. Czasem były momenty kiedy jedna Siostra felicjanka, która uczyła mnie religii w podstawówce i teraz uczy w liceum, mówiła coś mojej mamie że ona to by mnie najlepiej widziała w zakonie:) Zwykle się uśmiechałam, ale nie komentowałam. Teraz, żyjąc ze świadomością, że Pan Bóg może powołał mnie do życia w zakonie, słysząc w moim otoczeniu wzmiankę o powołaniach przechodzą mnie pozytywne dreszcze. Ale ze mną to jest tak, że pochodze z wierzącej rodziny, nie byłam co prawda nigdy na żadncyh rekolekcjach u Sióstr, pomijając oczywiście rekolekcje parafialne, więc martwię się troche tym że sama od siebie nie szukam znaku od Boga. Codzień modlę się o właściwe rozpoznanie mojej zyciowej drogi. Chciałabym bardzo w takich rekolekcjach uczestniczyć ale nie wiem gdzie znależć jakies informacje o tym. W mojej małej miejscowości nie ma czegoś takiego.
Podobnie jak u Was na pytanie co chcę w życiu robić głupio się uśmiecham albo po prostu mówię że nie mam narazie żadnych planów. Tak jak wspomniałam w innym poście( w innym temacie) ostatnio miałam dziwną sytuację. Był u mnie w rodzinie ksiądz wikary z mojej parafii. I tak nagle podczas zwykłej rozmowy zwrócił się do mnie i mówi :" Jak masz zamiar iść do zakonu to tylko do Nazaretanek, bo to są wspaniałe Siostry z High Lifem". Zamurowało mnie;p Moi rodzice natomiast uśmiechnęli się i powiedzili że wszystko się może w życiu wydarzyć, i ze ja to mam charakterek, na co ksiądz odpowiedział "Więc od razu pójdzie na przełożoną" Od tego momentu moja siostra mówi czasem do mnie "Nazaretanka". Nie martwię się więc tym, że moja rodzina źle zareaguje na to, że może kiedys powiem im że wstępuje do zakonu:) A jeśli chodzi o znajomych to narazie się nie obawiam, bo nikomu jeszcze nie powiedziałam.
Gość
Mam podobnie, ale ja jestem młodsza. Chodzę do 2klasy gim. U mnie jak się dowiedzieli, że chcę zmienić szkołę i iść do Sióstr Niepokalanek to zaczynają się głupie dowcipy. Ci co dopiero się dowiadują patrzą na mnie jak nawiedzoną, mówią, żebym to jeszcze przemyślała, że tam nie ma chłopaków. Ostatnio nauczyciel fizyki się dziwnie na mnie popatrzył jak się dowiedział, że chce zmienić szkołę. Zapytał się, a gdzie do liceum? Ja mówię, że też do Sióstr. Oczy mu się otworzyły i się śmiał pod nosem. Koleżanka zaraz wyjechała z tekstem, że może ja chcę być zakonnicą. Ja przemilczałam. Mojemu Tatusiowi powiedziałam, że w przyszłości chciałabym zostać siostrą zakonną, a On do mnie, że to bez sensu, że mu się marzy żebym miała swoją własną rodzinę. Mówił, że lepiej być osobą świecką, że tam jest jak w więzieni. Stałam na swoim. Mówił, że się tam nie nadaję itp. to ja odpowiedziałam, że dla tego mogę się zmienić cała! Chodziło Mu głownie o to, że ja nie lubię być podporządkowana. Jak na razie chcę być jak najbliżej Boga i robię małe kroki by zostać siostrą, ale jestem świadoma, że to może mi przejść itp. Chociaż wątpię
Mama powiedziała, że ja jestem uczuciowa i wrażliwa, że na pewno się zakocham. Ja odpowiedziałam, że to w niczym nie przeszkadza w byciu siostrą, że to i dobrze, że taka jestem. Nauczycielka jest przekonana, że mi się jeszcze zakon odwidzi
. Pożyjemy zobaczymy...
Użytkownik
wiecie co ja jestem teraz w pierwszej klasie liceum, powołanie pojawiło się u mnie na początku pierwszej klasy gimnazjum... i wtedy byłam w szkole katolickiej, teraz nadal jestem (tyle tylko że teraz miałam już trochę inny powód by iść do takiej a nie innej szkoły niż wtedy ) i mimo że jest to środowisko w którym powołanie powinno być przyjęte w sposób dosyć otwarty to nie do końca tak było... o moim pragnieniu wstąpienia do zgromadzenia wszyscy dowiedzieli się bardzo szybko (powtarzam się chyba ale już straciłam rachubę o czym pisałam a o czym nie
), to wcale nie byli do tego pozytywnie nastawieni... przez całe gimnazjum musiałam znosić z miesiąca na miesięc coraz bardziej złośliwe docinki ze strony dawnych "znajomych"... ale teraz poszłam do liceum i mimo że ludzie nadal nie potrafią zrozumieć mojego wyboru, to mają do tego zupełnie inny stosunek... przede wszystkim jest to chyba ciekawośc... oni dopytują się mnie dlaczego, czy nie chcę mieć chłopaka, jak wygląda formacja, co takim siostrom wolno, a czego nie, co muszą robić... tak jakby pełnię rolę kogoś kto niszczy wszelkie stereotypy... i tak jak patrzę z perspektywy pół roku w liceum to te liczne rozmowy wiele zmieniły w ich stosunku do mnie ale też do księży i sióstr... to trudne mieć wszędzie gdzie sie człowiek ruszy mieć przypiętą etykietę kogoś kto będzie w przyszłości siostrą zakonną, ale z drugiej strony przynosi to wspaniałe owoce, więc może warto... dla tych, którzy wokół nas żyją... no i również dla nas samych... bo kiedy możemy być przed ludźmi w 100% sobą, w sercu rodzi sie taki wielki pokój... po co się męczyć i udawać że mnie to nie dotyczy... teoretycznie wszystko może się jeszcze zmienić... mamy przed sobą jeszcze sporo czasu... ale przecież zawsze każde powołanie może się zmienić... czy to naprawdę jest wystarczający powód, by żyć w ukryciu i męczyć się dusząc w sobie swoje prawdziwe oblicze??
Offline
Gość
Ja jestem w trzeciej klasie liceum.. i bardzo się z tego cieszę,że matura już tak niedługo. A powód jest oczywisty- już we wrześniu mogę zrealizować swoje "marzenia" i Boży plan przygotowany dla mnie. I u mnie chyba nic się nie zmieni...chyba,że mnie nie przyjmą Ale ma cichą nadzieję,że Pan poprowadzi. Już się nie mogę doczekać jak się stanę jedną z Sióstr MB Miłosierdzia. A to już tak niedługo- najprawdopodobniej we wrześniu wstąpię.
Mam nadzieję,że będzie to w pełni dojrzałą decyzja...bo myślę już o tym od 2 klasy gimnazjum i ,że to nie moje widzimisie tylko Jego wizja względem mnie
Już w piątek jadę na rekolekcje z "moimi"siostrzyczkami
I przejdę poważną rozmowę w tym kierunku... proszę o modlitwę,aby wszystko się dobrze potoczyło. Jak coś to zaproszę was na moje śluby
Użytkownik
zanim ty będziesz miała śluby to my powoli też się będziemy stąd wykruszać i iść do "swoich" zgromadzeń
Offline
Gość
Napiszcie jak to jest że wiecie jakie wybrać Zgromadzenie? Słyszałam że najlepiej jest mieć takiego duchowego przewodnika jeśli chodzi o powołanie. Np. ksiądz z najbliższej parafii. Taka osoba potrafi doradzić i pokierować. Jak to jest u Was?
Gość
Tak najlepiej mieć kierownika duchowego...ale u mnie to było inaczej trochę... patrzyłam na znaki
Dzięki św.Faustynie się nawróciłam... i w tym roku zaczęłam poznawać to Zgromadzenie. A jak byłam w Krakowie- Łagiewnikach to czułam,że to moje miejsce na ziemi... To się po prostu czuje
Gość
Ja chyba muszę porozmawiać z Siostrą Felicjanką która uczy mnie religii:) Ona już od dawna chce żebym poszła do zakonu A że jutro mam relgie wiec chyba warto spróbować.
Gość
Warto pogadać z kimś, co Ci leży na serduszku....
Dobra, koniec moralizowania
Ja zawsze byłam osobą skrytą- staram się, żeby ludzie nie wiedzieli o mnie za duzo. Wiem, z kim mogę szczerze pogadać i wiedzieć, że jutro nie będzie o tym wiedziało pół świata Ale nigdy z nikim nie odważyłam się z kimkolwiek porozmawiać na temat tego, co dzieje się w moim sercu... I chyba jeszcze troche czasu minie, zanim powiem...
Gość
Ja w sumie też nie jestem zbyt śmiała. Ale od jakiegoś czasu staram się w sobie przemóc tę słabość. Bo przecież warto rozmawiać z innymi ludźmi. A jeśli chodzi o sprawy osobiste, takie które dzieją sie wyłącznie w naszym sercu to myślę ze fajnie jest sie od czasu do czasu komuś zaufanemu otworzyć Oprócz Jezusa-wiadomo:)
Gość
Ja coraz bardziej się ostatnio otwieram..ale głównie przed trzema osobami Ale dzięki wam też mogę się otworzyć
Ja nie lubie sie otwierać i tak jest od zawsze nawet najblizsi mnie nie znają tak do końca i tak mi jest dobrze...
Offline
Użytkownik
ja zawsze byłam bardzo skryta, ale nauczyłam się otwierać przed ludźmi kiedy różne osoby zaczęły do mnie przychodzić i czasami było tak że aż na siłę pchało mi się na usta jakieś moje własne doświadczenie i miałam świadomość że to może tej osobie pomóc w rozwiązaniu jego własnego problemu, a potem już straciłam ytakie opory i teraz nikt mi nie chce uwierzyć że ja kiedykolwiek byłam nieśmiała a co do pomocy kierownika duchowego w rozeznawaniu powołania to ja miałam takiego przez pierwszy rok kroczenia drogą powołania a potem on miał zmianę na inną parafię i kontakt nam się urwał... ale ten czas sp ędzony na rozmowach z nim bardzo wiele mi dał... wydaje mi się że jest to co.ś bardzo przydatnego przynajmniej na początku kiedy człowiek jest najbardziej zagubiony... obecnie mam taką znajomą siostrę z którą kontakt utrzymuję też od praktycznie pierwszych dni kiedy usłyszałam głos Boga, ale ona mieszka w częstochowie a to trochę daleko więc cały czas jest to kontakt tylko mailowy... w zeszłym roku na rekolekcjach po raz pierwszy się z nią spotkałam po ponad dwóch latach korespondemncji przez internet... niesamowite przeżycie, strasznie się tego bałam, nie miałam nawet pojęcia jak wygląda ile ma lat itd. a miałam świadomość że wie o mnie praktycznie wszystko... ale po tym spotkaniu nasza relacja jeszce się poprawiła i jeszcze łatwiej było mi jej pisać o tym co dzieje się w moim życiu, a i ona po obserwacji mnie przez 3 dni miała lepsze wyobrażenie z kim przez te 3 lata rozmawia i przez to potrafi teraz lepiej doradzi ć... ale też tak patrząc z perspektywy czasu to lepiej jest jeśli ktoś taki pojawia się w naszym życiu tak dorywczo, wtedy kiedy akurat jest taka potrzeba, a nie tak jak wczesniej miałam z tym księdzem że przyjeżdżał do mnie raz w miesiącu (doprowadziło to raz nawet do takiej sytuacji że tak bardzo potrzebowałam rozmowy z nim że pojechałam do niego do wrocławia na wagary ale to już inna historia
)... przynajmniej takie jest moje odczucie...
Offline
Gość
Ja uważam że lepiej mieć duchowego przewodnika:) taka osoba potrafi nam lepiej doradzić, itp. Ale w sumie ja tak nie mam więc może dlatego bym chciała
Gość
Tak, taka osoba jest ważna. Mi jej troche brakuje...
Gość
Ach te Pingwiny- wszystko muszą skomentować na swoją korzyść
W niedzielę idę sobie do kościoła, ale przystanęłam pogadać ze znajomą siostrą. Co jej się pierwsze rzuciło w oczy? ,,O, jaki ty masz fajny płaszczyk... Taki zakonny..."
Gość
Ja jeszcze do niedawna sama byłam przerażona tym że mogę zostać zakonnicą więc nie tylko innym tego nie mówiłam ale też sama się tego wypierałam .Teraz gdy już pogodziłam się z wolą Pana zaczynam trochę o tym rozmawiać , ostatnio moje kolezanki z klasy rozmawiały który szpital wybiorą jaki oddział i niespodziewanie padło Weronika to chyba do zakonu pójdzie chociaż wcale o tym im nie mówiłam ,więc już nie ukrywam tylko potwierdziłam.Ale wciąż boje się powiedzieć o tym moim rodzicom chociaż mój kierownik duchowy radzi mi żebym się nie spieszyła bo jeżeli spodziewam się problemów z rodzicami to lepiej umocnić się w powołaniu , odnaleść swoje zgromadzenie i wtedy poinformować rodziców o swoich planach .
hehe mi w szkole tez ostatnio tak wypalili bo mowili ktora pewno pierwsza wyjdzie za mąż a jak doszlo do mnie to ze ja pewno do zakonu pojde ale jakos sie wymigalam od odpowiedzi i udalo sie zmienic temat...
Offline
Moderator!
Twój kierownik ma rację z tym by poczekać, umocnić powołanie odnaleźć swoje zgromadzenie i dopiero powiedzieć o tym rodzicom. Ja sama tak robię, choć już dużo osób wie o tym, że chcę iść do zakonu i mam w nich wsparcie pomimo tego, że rodzice wiedzą o tym, że jeżdzę na rekolekcje do sióstr i mam kontakt z siostrami nie mówie o swoim powołaniu z tym chcę poczekać i myślę, że to jest najlepsze rozwiązanie.
Offline