Gość
Każdy pisze o swoim nawróceniu, wiec ja napisze żebyście mnie lepiej poznali.
Ze mną był strasznie dziwnie patrząc z perspektywy czasu. Gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, Komunia Święta i tamte czasy ja byłam najbardziej wierzącą dziewczynko wśród moich koleżanek z podwórka i szkoły. W niedziele na msze, pierwsze piątki miesiąca, rekolekcje w kościele, różaniec, Droga Krzyżowa, modlitwa ranna i wieczorna itp. I tak za mną to szło, aż do momentu, gdy poznałam moich nowych "przyjaciół". Zaczęło się picie alkoholu, palenie różnych świństw itd. Miałam na poczatku trudności w dochodzeniu na msze, zapominaniu o modlitwie. I poszłam do spowiedzi w wakacie po 6 klasie. Odrzrucilam "przyjaciół". Zaczęłam znów być gorliwą we wszystkim, co robiłam z myślą o Bogu.
Naszła szkoła. Gimnazjum.... To był ciężki okres w moim życiu. Znów zwątpiłam, ale tak do końca. Nie było dla mnie Boga. Moje życie w pierwszej klasie gimnazjum się rozwaliło do końca odeszłam do Boga moja prababcia, osoba najważniejsza dla mnie umarła, później posypało się moje życie. Takie życie jakie miałam wtedy przeniosły mnie do świata ATEIZMU. Kompletnie byłam załamana. Zdawałam, aby zdać. Siłą mnie zaciągnęła rodzina do Bierzmowania. Nie chodziłam do kościoła, spotkania z animatorem, egzamin. Wszystko olałam, wszytko. Ale tak mama mojego taty chodziła i prosiła ojca Kapucynka żebym jednak zdała. Po tym dalej nie chodziłam do kościoła. Nie wierzyłam w Boga, myślałam, że kościół to sekta. A ja powiedziałam sobie, że żadna mnie sekta nie wciągnie. Większość czasu udawałam przed rodziną, że wierze, pytali mnie, czemu nie chodzę do kościoła itp. Odpowiadałam ze wole sama się modlić. Potem posypały się kolejne kłamstwa. Potem trafiłam do domu dziecka, mówili, że to od Boga żebym skończyła z moim życiem wcześniejszym, ze Bóg mnie kocha. Ja w to nie wierzyłam. Dalej brnęłam nowi znajomi- niby wszyscy wierzyli, a robili to, co ja. Będąc w takiej placówce wszystko szło mi łatwiej, łatwiej towar, skombinować alkohol, odsuwałam się od rodziny. Tylko z Jurkiem- moim wujkiem 24 letnim miałam dobry kontakt tylko on mnie rozumiał, tylko on powtarzał zaczniesz wierzyć prędzej czy później. A ja sobie myślałam żeby skończył tak gadać. Minęło sześć lat. Poznałam różnych ludzi (w tym Ks. Adama) i nic się nie zmieniło, aż do momentu, gdy Jurek umarł. Płakałam długo śnił mi się jego wypadek (a tylko widział jego po wypadku i zdjęcia w Internecie). Nie dałam rady wytrzymać. Nie spałam, wrzuciłam się wir pracy. Konkurs za konkursem. Aż w końcu konkurs w kościele. Myślałam długo o Jurku- to był mój przyjaciel robiłam wszystko dla niego. Pewnym momencie miałam chęć na modlitwie. Wyszła recytacja cudownie. Znów się pomodliłam, i znów. Zaraz po konkursie zadzwoniłam do Adama. Przyjechał przed 21. Poprosiłam go spowiedzi. Płakałam cało spowiedź, nie mogłam się uspokoić. Gdy po spowiedzi położył mi swoje ręce na głowę czułam jakby coś przeszło przeze mnie, przestałam płakać. Byłam porostu... Tego słowami się nie da opisać. Dwa tygodnie później weekend alfa. Poczułam obecność Ducha świętego. TO MNIE UMOCNIŁO. A teraz myśle o szkole i życiu zakonnym. Wiem, wiem po krótkim czasie, ale jak widze siostry zakonne to serce mi się rwie, aby być takie jak one. Kocham Boga całym sercem i dla niego jestem wstanie wszystko zrobić. Ta miłość jest młoda, ale wiem, że silna i przetrwa wszystko. Nawet, jeśli moje plany się zmieniło, to będę wiedziała że Bóg o mnie pamięta i wymyślił dla mnie coś nowego. Wie, że to będzie lepsze. DLATEGO CHWALMY PANA CAŁYM SWOIM SERCEM, ON WIE, CO JEST DOBRE DLA NAS!!!
Wiem wim rospisałam sie ale nie moglam sie oderwac od klawiatóry:)
Ostatnio edytowany przez salli (2011-06-27 16:12:12)
Gość
Chwała Panu
Gość
Piękne świadectwo życia i nawrócenia... Pan Bóg do każdego znajdzie drogę. Ma swoje sposoby by poruszyć serce nawet to najbardziej stwardniałe. I Chwała MU za to:)
Gość
Tak Chwała Panu. On wie co jest dobre i jak poruszyć serce. Teraz potrfie kochać, nie umiałam tego. A teraz łatwiej mi to powiedziec i to nie jest udawane:)
CHWAŁA PANU !!!
Gość
salli, pięknie napisane. Nie wiem czy już gdzieś nie pisałaś, ale nie pamiętam- ile masz lat, jeśli można wiedzieć?
Natomiast Twoje świadectwo przejmujące. Musiało Cię wiele kosztować, aby wrócić wspomnieniami do trudnych chwil i tym bardziej dziękuję. Widać, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i nigdy nie jesteśmy od Niego tak daleko, abyśmy nie mogli wrócić I to właśnie jest piękne, że zawsze jest nadzieja... Wiadomo, powinniśmy się starać, aby żyć blisko Niego, mieć stały "kontakt" , ale niestety czasami odsuwamy się i w końcu sami nie wiemy, gdzie jesteśmy.. ale On zrobi wszystko tak, że i tak wracamy ku największej z możliwych Miłości
Chwała Panu!
Gość
napisałam to jeszcze na jednym forum "PRZYJACIELE NAJŚWIETRZEJ DUSZY CHRYSTUSOWEJ". Mam rocznikowo 19 lat.
To jest połowa tego co udało mi się napisać, o innych żeczach nie mogłam jeszcze nie mogę mówić. Ciesze sie ze moge tyle napisac, bo wcześniej nic nie mowiłam o tym wśród moich przyjaciół. Bóg uczy m nie zzeby iśc dalej, żebym sie nie oglądała w stecz. Bóg zawsze podniesie nas, nie patrzy ile razy upadniemy-POPROSTU NAS KOCHA.
Chwała Panu!
Gość
Chwala Panu
Gość
tak
CHWAŁA PANU!
Moderator!
dziękuję za świadectwo! Chwała Panu!
Offline
Gość
tak Chwała Panu!