"Furta"

Ogłoszenie


Jest to forum powołaniowe, którego celem jest wspólne dążenie do Pana Boga, szukanie Go, odkrywanie swego powołania..., a więc modlimy się za siebie :)

1.Używamy tylko jednego konta i nie tworzymy podobnych nicków ani avatarów.
2.Dbamy o język na forum. Nie używamy wulgaryzmów.
3.Szanujemy się wzajemnie. Nie obrażamy, nie oczerniamy, nie wyśmiewamy innych forumowiczów.
4.Używamy ogólnie przyjętych zasad kultury.
5.Wszelkie naruszenia regulaminu czy jakieś zaistniałe konflikty powinny być zgłoszone administracji.
6 Nie piszemy krótkich postów typu: "ok.", "acha", "super" itd.
7.Nie tworzymy nowych wątków, jeśli taki temat już istnieje, szukamy.
8.Kolor czerwony jest przeznaczony tylko dla administratorów i moderatorów forum.
9.Jeśli wklejamy coś z jakiegoś źródła, wklejamy też link lub piszemy skąd to wzięliśmy, żeby nie naruszać praw autorskich.
10. Dbamy o porządek na forum. Staramy się nie pisać posta pod postem, używamy funkcji "edytuj", wyjątkiem może być odświeżenie tematu.
11. W związku z przeprowadzanymi na forum porządkami, przynajmniej raz na rok trzeba napisać chociaż jeden post. Osoby nieaktywne będą usuwane z forum.

Rangi na forum są jedynie symboliczne, nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.
  • Index
  •  » Świadectwa
  •  » moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

#1 2013-01-31 03:40:28

 promemoria

Boża Wariatka;)

Zarejestrowany: 2013-01-13
Posty: 21
Punktów :   

moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

NOWE ŻYCIE.
Kurcze blade, nie wiem od czego zacząć, tyle we mnie myśli, przeżyć i przemyśleń… tak wiele się wydarzyło w moim zyciu… tyle dobra i tyle zła… znaczy… dobra milion razy więcej niż zła!! Tylko że zło się dużo dłużej pamięta… ale powiem Wam, że Bóg to każde zło przemieni w dobro, jeśli się tego z całego serca pragnie- to On przyjdzie ze Swoją mocą i pomoże, podniesie- z każdego błota, brudu i grzechu. Każdego. I jestem na to żywym przykładem.
W sumie, odkąd pamiętam byłam wychowywana w duchu wiary i od zawsze wierzyłam. Wszelkiego rodzaju oazy, rekolekcje (takie młodzieżowe), czuwania- to było coś dla mnie. I wszystko na: „tak”. W ten sposób zaczął się w moim życiu etap regularnego jeżdżenia do pewnego seminarium na czuwania młodzieżowe. A zły i tam działał. Poznałam tam kogoś. Kleryka. I to w sumie przypadkiem, niechcący Go poznałam, bo Go z kimś innym pomyliłam. Rozmawialiśmy codziennie, pisaliśmy, i… kurcze okazały się z nas całkiem sensownie bratnie dusze. A potem się zakochałam. W Nim. I kurcze blady, wtedy to się przestraszyłam. No bo jak- ja w kleryku? Przecież to przyszły ksiądz! Przecież On będzie odprawiał Msze Święte! I kurcze blade, któregoś razu jak przyjechałam na czuwanie, to gadałam sobie z Nim, gadam, gadam, i On nagle mi oznajmia, że… występuje z seminarium. (Nie dla mnie, rzecz jasna, o moim zakochaniu jeszcze wtedy nic nie wiedział). Ja w szoku (ale tak pozytywnym, że myślałam, że padnę z radości=). Z każdym dniem angażowałam się coraz bardziej w tą znajomość. Nie wiem dokładnie kiedy, ale któregoś dnia Mu powiedziałam. Że kocham. Nic się nie spodziewałam, ale chciałam, żeby wiedział. A potem zaprosiłam Go na studniówkę. Spędziliśmy ją razem, było cudownie. A potem, około miesiąc po studniówce nagle zapadła cisza totalna z Jego strony. Taka zupełna, taka, zero kontaktu. Ja się odzywałam, a On nic. I straszny smutek mój i straszna niemoc. Już wcześniej zaczęłam słyszeć plotki na Jego temat- że bawidamek, że ma milion koleżanek, że gra na kilka frontów. Ale broniłam Go zawzięcie! I nie pozwalałam nikomu na obrażanie Go. A teraz, gdy zupełnie- bez powodu- zerwał ze mną kontakt… powoli, niektóre wydarzenia, niektóre sytuacje, które widziałam… zaczęły mnie coraz bardziej przekonywać o prawdziwości tych plotek. Zaczęły się studia, postanowiłam o Nim zapomnieć. Studia, flirt z pewnym kolegą z roku. I kurcze blade… 4 miesiące zwodziłam chłopaka, 4 miesiące próbowałam użyć go jako klina… i nie mogłam… naprawdę chciałam. Naprawdę chciałam się zakochać w kimś innym! Ale… kurcze blade, no nie mogłam… Zraniłam tego kolegę… zerwałam z nim. Pogodziłam się z sytuacją, że między mną a tym byłym klerykiem nic już nie będzie, że jeszcze nie potrafię z nikim innym być, no i tak zaczęłam sobie żyć w tym stanie. Aż tu nagle- około 3 miesiące później- jakiś obcy numer zadzwonił do mnie. Ja w szoku, bo to środek nocy! Wiecie co się okazało…? Że to On. On dzwonił… i… niedługo potem… wyznał mi miłość… Nie rozumiałam tego zupełnie, ale stwierdziłam, że nie będę nad tym rozmyślać, po prostu uznałam to za Dar Boży. Szalałam ze szczęścia!!! Z radości! Z miłości!!! A potem… nie wiem jak to się stało… znaczy… zakochanie… miłość… oczy zaślepione… i zaczęliśmy przekraczać granice czystości. My! Ja! Taka wierząca!!! Taka pobożna! Z Nim! Takim wierzącym! Z byłym klerykiem! A potem nagle… no nie tak nagle, to trwało rok… W pewnym momencie… zaczęły przychodzić do mnie okropne myśli… związane z seksem… obrzydliwe wręcz… zaczęło to przenikać całe moje życie… Strasznie się bałam… każdego dnia… tak okropnie się bałam… wciąż płakałam… W każdym razie po roku czasu… znowu wszystko pękło jak bańka mydlana… znowu odszedł… znowu się wylogował z naszej znajomości… powiedział, że nie chce mi robić nadziei…  Ale tym razem… to już nie przełknęłam tego tak łatwo… Nie chcę już wracać do moich uczuć z tamtego czasu, nie chcę już tego sobie przypominać… nie chcę wracać do tamtego stanu mojego z tamtego czasu… nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi… i widzicie… tu niby dobro, tu niby wierzący, praktykujący jesteśmy… a takie rzeczy się działy… i jeszcze w ukryciu, jeszcze nikt o tym nie wiedział (oprócz mojej przyjaciółki). W każdym razie… dużo czasu musiało minąć, żeby Bóg mógł mnie pozbierać… dużo czasu, konferencji, spotkań, rozmów, książek, przemyśleń… żeby On mnie pozbierał… i to tak zupełnie…
Spowiedź. Szczera i z opowiedzeniem wszystkiego, wszyściutkiego. Bolało. Jak cholera. A potem wstąpiłam do Ruchu Czystych Serc. I bałam się strasznie tego, okropnie, bo miałam myśl, że mnie to jakoś będzie ograniczać, że ja się jakąś dewotką stanę. A tu… zaskoczenie… Nic podobnego! Nic podobnego! Powiem Wam, że od kiedy przyjęłam RCS… poczułam się tak bardzo lekka i wolna… ON mnie uratował! Jasne, przychodziły te obrzydliwe myśli nadal! Ale wtedy już nie płakałam i nie chowałam się przed światem… Po prostu brałam Modlitwę Zawierzenia RCS i ją odmawiałam. Szczerze i bardzo dokładnie skupiając się na każdym słowie odmawiałam. To była walka! Straszna walka! Ale ON był ze mną! I jest nadal! Od tego czasu minęło już trochę czasu. A Chrystus jest ze mną wciąż. ON był zawsze. Tylko ja swoim egoizmem GO przysłaniałam. Oddałam MU to zupełnie. I całe życie. I ON dał mi siłę i moc, żebym ja zerwała z Nim (tym byłym klerykiem) kontakt. Ja. Też. Tak zupełnie. Tak bez możliwości powrotu. Jasne, że się bałam! A wtedy ON… postawił na mojej drodze Ks. Jerzego Popiełuszkę! I ja się w Jurku tak duchowo zakochałam. Tak duchowo I kurcze… Jurek stał się dla mnie kimś tak bardzo ważnym w moim życiu… stał się moim wzorem i przykładem. Rozmawiam z Nim codziennie. Staram się. I kurcze blade, Jurek jest moim przyjacielem. Przyjacielem. I ja chcę bardzo bardzo po śmierci iść do Nieba. I spotkać się z moim Skarbem, Chrystusem. I z NIM żyć. I poznam Jurka i kurcze blade, tak bardzo się ciesze na to z Nim spotkanie, tak bardzo się cieszę ale tez jeszcze tu mam coś do zrobienia. Czuję, że Bóg szykuje dla mnie Miłość. Męża. I że to takiego zupełnie od NIEGO. Takiego zupełnie od Chrystusa i ja GO codziennie o tego Dobrego Męża proszę i codziennie się za Niego modlę. O błogosławieństwo dla Niego. Bo On już przecież gdzieś tam jest I też z pewnością na mnie czeka I z Nim to już będzie zupełnie inaczej- stuprocentowa czystość, no mówię Wam!. Ufam. Kocham. I wiem, że najlepiej na całym świecie wybrałam. Chrystusa. I że ON mnie kocha i szuka co dzień i jest ze mną i mnie nigdy nie opuści. I w marcu jadę na czuwanie. I pewnie spotkam znów wiecie kogo. Więc módlcie się za mnie cobym to dzielnie zniosła- Jego widok. I godnie. Z Bogiem. Także tego. Trzeba ufać. I to nie jest frazes.
Aha, i jeszcze chcę powiedzieć, że ja teraz mam nowe życie, jestem nowym człowiekiem, który żyje w Prawdzie. I za żadne skarby świata nie chciałabym już wrócić do tamtej historii, za żadne skarby świata nie chciałabym wrócić do tamtego życia…
Za te wydarzenia w moim życiu, za ta drogę, za to, że mnie w końcu przygarnął, że znalazł, że mnie uratował- CHWAŁA CHRYSTUSOWI!!!
Chwała mojemu Skarbowi.
Amen.

PS- dziękuję, jeżeli ktos przeczytał to świadectwo do końca. To dla mnie bardzo ważne. Po raz pierwszy tak od deski do deski to ubrałam w słowa i tak się otworzyłam z tym wszystkim.

Offline

 

#2 2013-01-31 07:41:04

 kamcia

Mistrzyni Nowicjatu

28860759
Call me!
Zarejestrowany: 2012-02-16
Posty: 1919
Punktów :   14 

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

piękne świadectwo
i znowu motyw mojego ulubionego ks. Jerzego


Nie umiem dziękować Ci Panie, Bo małe są moje słowa. Zechciej przyjąć moje milczenie, I naucz mnie życiem dziękować.

https://www.facebook.com/ForumFurta

Offline

 

#3 2013-01-31 08:07:05

 Marzenak

wierna Panu- moderator

Skąd: Dolny Slask,Ateny
Zarejestrowany: 2009-11-09
Posty: 1063
Punktów :   17 

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

Przeczytalam do konca dzieki za swiadectwo Bog darzy nas wielka,bezgraniczna miloscia.Zawsze czeka i nigdy nie zawodzi sama wiem to po sobie

P.S no i te Twoje kurcze blade wywolywalo usmiech na mojej twarzy


BOGU MEMU UFAM ON PROWADZI MNIE

Naśladuj Chrystusa-kochaj i służ

Offline

 

#4 2013-01-31 10:42:42

szukajaca Boga

Gość

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

dziękuję Ci za to świadectwo! I chwała Panu... Tak -Jezus jest niesamowity, podnosi nas a mnie w takich chwilach pomaga bardzo różaniec. Kiedyś nie lubiłam tej modlitwy a teraz nie umiem bez niej życ! Pewna siostra karmelitanka mi czesto pisała "Trzymaj się...różańca" i wiecie co? Jakoś zaczęłam go odmawiać i tak trwam, nie co dziennie cały, czasem 10-tkę ale różaniec ma ogromna moc, niszczy szatana ale to może nie na temat
A czy ten były kleryk wrócił do seminarium?

 

#5 2013-01-31 16:25:08

 Wirydiana

- moderator

7551960
Skąd: Koszalin
Zarejestrowany: 2011-08-28
Posty: 321
Punktów :   

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

Potwierdzam, ubogacające świadectwo, jak Bóg działa i że z każdej ciemnej doliny jest jakieś wyjście, trzeba tylko zawierzyć swój los Bogu. Dzięki za świadectwo

Offline

 

#6 2013-01-31 18:13:58

 promemoria

Boża Wariatka;)

Zarejestrowany: 2013-01-13
Posty: 21
Punktów :   

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

Dziękuję Wam bardzo za Wasze ciepłe słowa:). Kurcze, bo szczerze powiem, że się trochę bałam to wszystko opisać, po prostu... ale super, dzięki że mnie tak miło przyjęliście. . Do: Szukającej Boga- nie, nie wrócił. Teraz  normalnie żyje świecko, pracuje i tak Jego życie wygląda. A to, że się spotkamy pewnie na czuwaniu, to fakt, bo On i ja i jeszcze parę innych osób tam pomagamy w organizacji, więc dlatego.

Offline

 

#7 2013-02-01 11:33:24

szukajaca Boga

Gość

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

Aha W ogóle podziwiam Cie Pormemoria że poszłaś z tym do spowiedzi (to musiało wymagać ogromnego heroizmu) i że się tutaj dzielisz. temat "na czasie", kiedyś myślałam o tych sprawach i zastanawiałam się jak mogą kobiety współżyć z kapłanami czynnymi, na służbie - jest to dla mnie niepojęte, bardzo łatwo przychodzi ocenianie natomiast staram się tego unikać. Aczkolwiek jest to dla mnie niepojęte.

 

#8 2013-02-01 16:56:41

lenka16

Gość

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

Dziękuję za to świadectwo

 

#9 2013-04-19 01:08:24

 promemoria

Boża Wariatka;)

Zarejestrowany: 2013-01-13
Posty: 21
Punktów :   

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

hejka Wam:)
słuchajcie, chciałabym Wam opowiedzieć ciąg dalszy tej historii... bo od czasu ostatniego mojego postu sporo się u mnie pozmieniało. Na zupełnie cudowne dobro:)
Hehehe, jak ja sobie przypominam te ostatnie u mnie wydarzenia to cieszę się bardzo ... Bóg jest wierny. Zupelnie.
Pamiętacie, moją modlitwę o dobrego męża?... Od miesiąca... jestem z Kimś!
I to dopiero miesiąc, ja wiem, trzeba być ostrożnym, i odpowiedzialnym za słowa, za czyny, wiem. Rozumiem.
Jak najbardziej!
I to dopiero miesiąc, ja wiem, ale... kurcze blade- kocham i jestem kochana! i pewnie śmiać się będziecie, jeśli teraz napiszę, że chciałabym z Nim być już na zawsze...

Posłuchajcie- On jest moim Wyproszonym, Wyczekiwanym, Wypatrywanym. Darem od Boga. Moją Wysłuchaną Modlitwą . A poznaliśmy się zupełnie przypadkiem na urodzinach u wspólnej koleżanki. I tak właściwie to najpierw wgl nie przyszło mi do głowy, że On mnie może pokochać...
A stało się tak, że pokochał...

Wyznał mi swoje serce na dworcu pks , gdy ja po tygodniu zajęć na studiach wracałam do domu na weekend. Przyszedł na dworzec i wyznał. A ja... w ułamku sekundy postanowiłam, że chcę z Nim być. I co... kurcze blade... bałam się... Bałam się strasznie- że a co, jeśli ja Go nie będę kochać tak jak On mnie, albo, że ja już nie potrafię z nikim być. Tak, tego ostatniego najbardziej się bałam. Że skończyło się. Moja miłość do mężczyzn. Że zniszczone zaufanie i że już się go nie da odbudować.
A Bóg i to przezwyciężył.
Na początku byliśmy ze sobą- tak bardziej tak po przyjacielsku. Aż któregoś razu poszliśmy na nocny maraton do kina, i gdy tak siedzieliśmy w tym kinie... ja zrozumiałam, że chcę być przy Nim w Jego radościach i smutkach... że chcę Mu pomagac w problemach, być dla Niego oparciem... że jeśli nie będę mogła nic pomóc, to żeby chociaż móc przy Nim być... żeby choć mógł się wygadać, wypłakać, wtulić we mnie. Jeśli oczywiście by chciał. I że chciałabym Jego radości przeżywać, cieszyć się z Jego sukcesów i ściskać serdecznie ze szczęścia.
I w momencie, gdy w tym kinie to zrozumiałam... to ze mnie wypłynęło... łzami. Dobrze, że ciemno było, więc On tego nie widział.
I codziennie proszę Boga o błogosławieństwo- dla Niego, dla nas, dla naszej miłości.
I ja już zapomniałam jak to jest pięknie... mówić ze szczerego serca, że kochasz... kochać całą sobą, tak niewinnie, jak pierwiosnek, wiecie... ja naszą Miłość porównuję do przebiśniega... jak widzę ten kwiatek, to mi się mój Kochany przypomina, i mimo, że i tak o Nim myślę, to wtedy posyłam westchnięcie o błogosławieństwo dla Niego- do Boga.
I zapomniałam- jak to jest trzymać się za ręce... bo tak właściwie... to ja jeszcze z nikim tak za rękę nie chodziłam (ale to jest taki miiiiiiiiiiłe:), patrzeć sobie w oczy, przytulac się tak niewinnie, spacerować razem, patrzeć w gwiazdy, śpiewać do Tego, kogo się kocha piosenki, śpiewać z Nim piosenki! ;D On napisał mi wierszyk, i to było takie urocze... że czytałam ten wierszyk chyba ze sto razy, a i do tej pory jak mam chandrę to i czytam go.
I nie ukrywanie tego. Że się kocha. I że jest się kochanym. Kurcze blade, nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo ważne jest życie w prawdzie. Takiej całkowitej. Bez odrobiny kłamstwa. Jak to strasznie uwalnia. A Jurek tak żył, ja do tej pory jak czytam o Nim, to... zastanawiam się skąd On miał taką siłę... i nie mógł jej mieć sam z siebie, chucherko, no nie mógł!
No, także tego... Mój Bóg szczerze odmienił moje życie. Nie za pomocą magicznej różdżki. Tylko przez otwarcie mojego serducha... całkowicie...

Za miesiąc jadę na czuwanie, tam, gdzie poznałam Tego Poprzedniego Chłopaka (byłego kleryka). On będzie (ten były kleryk). Ja będę też. Tylko, że tym razem już nie sama. Już nie sama. Z Nim... jedziemy z moim Kochanym razem.

Proszę Was o modlitwę- żebym nie skrzywdziła żadnym czynem, ani słowem tamtego mojego Poprzedniego Chłopaka. Żebym na czuwaniu szanowała Go i Jego uczucia. Bo przecież każdego człowieka uczucia trzeba szanować. Żeby nie włączył mi się tryb pt. "Tralalalala, jestem szczęśliwa, kocham i jestem kochana, zobacz co straciłeś i żałuj." Nie. Nie można tak. Znam jednak siebie i swoje słabości. I że pokusa ku temu na pewno będzie. Dlatego powierzam się Waszej modlitwie i z góry dziękuję, Kochani:)

Offline

 

#10 2013-04-19 06:40:52

karmolcia

Gość

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

cudowna historia! Jesteście ze sobą krótki czas. Jasne, że trzeba być ostrożnym... Ale... Trzeba też ufać i chłopakowi i Bogu życzę Ci wielu radości. Niech miłość w Was kwitnie... z modlitwą.

 

#11 2013-04-19 08:31:02

 Marzenak

wierna Panu- moderator

Skąd: Dolny Slask,Ateny
Zarejestrowany: 2009-11-09
Posty: 1063
Punktów :   17 

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

Dzieki za tak radosne swiadectwo.


BOGU MEMU UFAM ON PROWADZI MNIE

Naśladuj Chrystusa-kochaj i służ

Offline

 

#12 2013-04-19 10:55:46

szukajaca Boga

Gość

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

Dobrze, że się dzielimy dalszymi losami, tym jak Pan Bóg potrafi nas i nasz życie zmienić! To bardzo pomaga tym, którzy akurat w to wątpią... Dziękuję Ci za to!

 

#13 2013-04-27 20:30:33

Rita

Gość

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

Promemoria- wielkie dzięki za świadectwo, niech miłość kwitnie!

 

#14 2013-07-18 18:38:20

 promemoria

Boża Wariatka;)

Zarejestrowany: 2013-01-13
Posty: 21
Punktów :   

Re: moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

opowiadam więc dalej. Za 11 dni idziemy razem na pielgrzymkę na Jasną Górę:) 15 dni razem!! Latam w obłokach z radości

Kochani, macie może jakieś intencje, które moglibyśmy zanieść przed tron Maryi?

Ostatnio edytowany przez promemoria (2013-07-18 18:39:04)

Offline

 
  • Index
  •  » Świadectwa
  •  » moje świadectwo... zmysłowość, pożądanie i zupełne owładnięcie tym.

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.swetry-rozpinane.net.pl reklama w social mediach www.vuga.pl www.vuga.pl statywy